czwartek, 22 września 2011
Kurczak Tikka Masala i czy mozna nie lubić curry, jeśli się pochodzi z Indii

Dzisiejszy wpis to moja odpowiedź na akcję "Serialowo w kuchni", jako że oglądanie seriali, obok gotowania, to mój ulubiony sposób spędzania czasu. Zaczęło się dobrych klika lat temu od seriali sci-fi (do których wciąż odczuwam sentyment), by potem poszerzyć paletę o seriale obyczajowe, historyczne, komediowe. I właśnie wśród ostatnich znalazłam inspirację do tego wpisu.

Mowa tu o serialu "The Bing Bang Theory" (z polskim, nieco odrzucającym tytułem - Teoria wielkiego podrywu). Opowiada on historię czterech geeków lub jak kto woli nerdów. Albo po naszemu - chłopaków, którzy żyją w świecie nauki, komiksów i filmów s-f i fantasy, dla których dziewczyny to postaci z innej planety (choć ich, oczywiście, w serialu nie brakuje).

Co ma serial do kuchni indyjskiej? Otóż bardzo dużo. Panowie, nie chcąc tracić czasu na takie banalne czynności, jak gotowanie. Na ogół jedzą posiłki zamówione, w zależności od dnia, w innej restauracji, prezentującej inną kuchnię świata. Tak więc we wtorki jest pizza, w środę jedzenie indyjskie, w czwartek tajskie itd. (nie jestem pewna, czy podałam właściwe dni posiłków, jeśli czyta to Sheldon, z góry przepraszam ;) ). 

Ale to nie koniec - jednym z bohaterów jest astrofizyk, pochodzący z Indii. Raz, kiedy wypadł dzień indyjski, podczas rozdawania pudełek z jedzeniem, okazało się, że on dostał...hamburgera! Ponieważ, mimo że jest z Indii, nie lubi tej kuchni i ma po niej sensacje żołądkowe! 

Przepis zaczerpnęłam z książki "Każdy może gotować" Jamiego Olivera.

Składniki:

  • 4 pojedyncze piersi z kurczaka
  • 2 cebule
  • 1 świeża papryczka chilli
  • ok. 5 cm kawałek świeżego imbiru
  • pęczek kolendry (pominęłam) 
  • 400 g puszka krojonych pomidorów
  • 400 ml puszka mleka kokosowego
  • olej
  • kawałek masła (pominęłam)
  • sól
  • pieprz
  • pojemniczek jogurtu naturalnego
  • garść płatków migdałowych (można o tym zapomnieć!)
  • sos tikka masala (można kupić, ale zrobienie samemu nie jest trudne): 
    • 2 ząbki czosnku
    • ok. 5 cm kawałek świeżego imbiru
    • 1 łyżeczka pieprzu kajeńskiego
    • 1 łyżeczka wędzonej papryki
    • 2 łyżeczki garam masala
    • 1/2 łyżeczki soli
    • 2 łyżki oleju arachidowego
    • 2 łyżki przecieru pomidorowego
    • 2 świeże czerwone papryczki chilli (dałam 1)
    • pęczek świeżej kolendry (też pominęłam)
    • 1 łyżka wiórków kokosowych
    • 2 łyżki mielonych migdałów
    • przyprawy do uprażenia: 2 łyżeczki nasion kminu rzymskiego i 1 łyżeczka nasion kolendry

Przygotowanie:

Najlepiej rozpocząć od sosu - na suchej patelni uprażyć nasiona kminu i kolendry. Będą gotowe jak lekko zbrązowieją i zaczną ładnie pachnieć. Następnie przesypać je do moździerza i rozdrobnić.

Pozostałe składniki włożyć do robota kuchennego - użyłam blendera, wsypać rozdrobnione, uprażone przyprawy i wszystko razem wymieszać.

Mięso pokroić na nieduże kawałki. Ponadto cebulę pokroić kostkę, a czosnek i imbir w cienkie paseczki. Kolendrę podzielić na dwie części - liście (odłożyć) i łodygi - drobno pokroić.

Rozgrzać dużą patelnię, wlać na nią olej i wrzucić masło. Następnie wrzucić na tłuszcz cebulę, czosnek, chilli, imbir i łodyżki kolendry. Jak zmiękną i zbrązowieją, dodać mięso i sos. W tym momencie trzeba dokładnie wszystko wymieszać, tak aby sos oblepił wszystkie składniki znajdujące się na patelni. Doprawić solą i pieprzem (potem już nie będzie to potrzebne).

Jak wszystko będzie oblepione, na patelnię wlać mleko kokosowe, pomidory. Jedną z puszek napełnić woda i wlać ja do mieszanki na patelni. Doprowadzić curry do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować danie pod przykryciem około 20 minut - tak by się w połowie zredukowało.

Podawać z ryżem i jogurtem (łagodzi ostry smak curry). Przed podaniem warto pamiętać o posypaniu płatkami migdałów (ja na ogół nie pamiętam - ale ma to walor bardziej estetyczny, niż smakowy) 



  

piątek, 13 maja 2011
Kurczak pięć smaków w sosie

Jakiś czas temu w mojej, niedużej miejscowości powstała nowa restauracja. Właściwie określenie to jest na wyrost, bardziej bar szybkiej obsługi, z chińskim jedzeniem. Wybraliśmy się tam z mężem, ciekawi nowych smaków. Ale jakie miasto, taki lokal - wszystko podane na jednorazowych "talerzykach", herbata w piankowym kubku. Nic dziwnego, że w środku poza nami i obsługa nie było nikogo. Wystrój raczej stylizowany na chiński - tanie ozdoby imitujące wyposażenie chińskich wnętrz np. naklejka na ścianie złożona z kilku powtarzających się znaków. Widać w sklepie w którym ja kupowali, nie było więcej wzorów. Zimno, nudno i banalnie - nie zachęca do ponownego odwiedzenia.

Wygląd wyglądem, ale w restauracjach liczy się jedzenie. Lokal chwali się, że gotuje u nich prawdziwy znawca orientalnej kuchni - zatrudniają osobę stamtąd (skąd dokładnie, nie wiem, nie pojawiła się nawet na chwilę w zasięgu wzroku - powtarzam za kasjerem - barmanem - "stacjonarnym kelnerem" (?)). Bojąc się wynalazków niewiadomego pochodzenia (za dużo oglądam programy Gesslerowej - nie ufam już nikomu, kto gotuje, poza sobą), zamówiłam smażony makaron z warzywami. Dostałam makaron (podobno robiony samodzielnie i w sumie tak smakował) z mieszanka mrożonych warzyw z tzw. "mieszanki chińskiej", utaplanych w przyprawie pięć smaków i sosie sojowych. Dało się zjeść, ale bez ochów i achów. Mój mąż, mniej bojaźliwy, zamówił kurczaka z grzybami mun i warzywami. Musze przyznać, że danie było ambitniejsze i smaczniejsze - kurczak wcześniej zamarynowany - rozpływał się w ustach, grzyby miękkie, tylko dodatek - zwykły, biały ryż! Na dodatek, po polsku rozgotowany! Ok, rozumiem, restauracja się rozkręca, ale dlaczego robią z klientów idiotów? Szkoda, bo może i potencjał jest, ale te plastiki zamiast porcelany i polskie dodatki zepsuły efekt. Na koniec wzięliśmy ulotkę, z myślą, że jeśli jeszcze raz coś stamtąd zamówimy, to do domu.

Jednak po tygodniu znów się nam zachciało "chińszczyzny". Uznałam wtedy, że może sama coś przygotuję. Kupiłam kiedyś, dotąd nie używaną książkę "Kuchnia chińska". Leżała dotąd na półce ze względu na ilość dziwnych, niedostępnych składników, których używa autorka - Ching-He Huang. Kupiłam ją pod wpływem jej programu, emitowanego bodajże na bbc entertainment - tam wszystko wyglądało tak prosto i ładnie. Po ponad półrocznym leżakowaniu wzięłam książkę ponownie, przejrzałam i znalazłam przepis, który postanowiłam wykorzystać. Jest nim tytułowy kurczak pięć smaków. 

Składniki: (dla dwóch osób, ale najadły się nim trzy)

  • 350 g piersi z kurczaka, pokrojonego na drobne kawałki
  • 2 łyżki sosu ostrygowego
  • 1,5 łyżki mąki kukurydzianej
  • sól
  • biały pieprz
  • 1 łyzka oleju arachidowego
  • 2 ząbki czosnku, drobno pokrojone
  • 1 łyżka świeżo startego imbiru
  • 1 łyżeczka suszonego chilli (ja dodałam całą papryczkę - to dużo, za dużo ;) )
  • 250 ml bulionu z kurczaka
  • 1 marchewka, pokrojona w paski
  • 200 g liści kapusty pak choi (pominęłam - dodałam więcej marchewki)
  • 2 łyżki ciemnego sosu sojowego
  • 2 łyżki wina ryżowego (pominęłam)
  • 0,5 łyżeczki przyprawy pięć smaków (zrobiłam własną gniotąc w moździerzu po pół łyżeczki kminu rzymskiego, nasion kopru włoskiego, cynamonu, czarnego pieprzu i 2 goździków - pewnie proporcje są inne, ale cóż - mi smakowało)
  • 1 łyżka maki kukurydzianej zmieszana z 2 łyżkami zimnej wody (do zagęszczenia sosu)
  • 1 cebula dymka, posiekana do posypania - użyłam drobno pokrojonego szczypiorku

Sposób przygotowania:

Pokrojonego kurczaka umieścić w misce, dodać sos ostrygowy, sól, biały pieprz, mąkę kukurydzianą. W miarę dokładnie wymieszać, najlepiej rękoma i odstawić.

W woku rozgrzać olej arachidowy (ja się jeszcze nie dorobiłam woka, więc duża patelnia też się świetnie nada). Wrzucić czosnek, imbir, podsmażyć. Dodać zaprawionego kurczaka. Jak się zarumieni wymieszać i dodać chilli.

Wlać bulion, dodać marchew, kapustę, sos sojowy, wino ryżowe i przyprawę pięć smaków. Wymieszać, doprowadzić do wrzenia. Na koniec dodać mąkę kukurydzianą rozmieszaną z zimną wodą. Ostatni raz przemieszać, po zagęszczeniu sosu, wyłożyć na talarze. 

Posypać dymką/szczypiorkiem i podawać z ryżem jaśminowym.

 

czwartek, 10 lutego 2011
Kurczak curry

Do tego wpisu podchodziłam trzy razy. Nie chciałam znowu zacząć banalnie w typu "to najlepsze curry jakie jadłam" czy "uwielbiam tego typu smaki". Tak już pisałam wielokrotnie. Potem chciałam coś napisać o podstawowych smakach tego curry, wpływie tajskiej kuchni (mleczko kokosowe), ale ze mnie taki ekspert jak z koziej... no, wiadomo co. Postanowiłam nic nie napisać slowem (szerszego) wstępu. Tylko polecić to danie wszystkim miłośnikom jedzenia dalekowschodniego. Niebo w gębie.

Przepis znalazłam na blogu Kwestia Smaku.

Składniki:

Curry:

  • 4 pojedyncze piersi z kurczaka
  • czerwona papryka
  • 2 łyżeczki czerwonej pasty curry (użyłam gotowej)
  • puszka mleczka kokosowego (400 ml)
  • 8-10 łyżeczek śmietanki 18%
  • 1-2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • olej do smażenia

Ryż:

  • 200 g ryżu (najlepiej basmati lub tajskiego, ale ja użyłam zwykłego - trzeba tylko pilnowac, by się nie rozgotował)
  • łyżeczka kurkumy
  • 2-3 łyżeczki sezamu
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • ew. sól i pieprz do smaku (nie użyłam)

Przygotowanie:

Kurczaka pokroić na niewielkie kawałki, paprykę na paski. Rozgrzać olej, wrzucić kurczaka i paprykę. Gdy mięso się zarumieni, dodać pastę curry, wymieszać, przesmażyć razem.

W międzyczasie należy ugotować na półtwardo (np. na parze) ryż. Ostudzić.

Do kurczaka z curry wlać mleczko kokosowe, zagotować. Sos ma zgęstnieć i zredukować się mniej więcej o połowę. Po tym czasie dodać śmietankę, doprawić cukrem trzcinowym. Przełożyć do naczyń, w których danie ma zostać podane.

Półtwardy ryż przełożyć na patelnię. Podsmażyć na dużym ogniu wraz z kurkumą, sezamem. Pod koniec doprawić olejem sezamowym i sosem sojowym.

Podawać z sałatą.

 

wtorek, 11 stycznia 2011
Pomidorowe curry z ryżem

Od świąt juz troche czasu upłynęło, więc czas zacząć testować jeden z prezentów, który znalałam pod choinką - nową książke Nigelli - "Kuchnia - przepisy z serca domu". To moja druga pozycja tej kuchennej celebrytki (chociaz nie do konca jestem pewna czy to określenie pasuje - w Polsce kojarzy sie nieco pejoratywnie). Mam już "Lato w kuchni przez okragły rok", ale tylko kilka razy skorzystałam z przepisów tam zamieszczonych (moze dostając ją nie dorastałam do przepisów - chyba czas ponownie ją przejrzec ;)).

"Kuchnia" wydaje się zupełnie inną propozycją - z prostymi, przystępnymi, a zarazem wygladającymi wyrafinowanie, przepisami. Do tego ten wstęp - ciąglę nie mogę sie otrząsnąć z tego, że Nigella umieściła maszyne do wypieku chleba w "galerii niesławy kuchennych gadżetów". Dla mnie ta maszynka to jeden z najuzyteczniejszych "gadżetów" - juz zapomniałam ile trzeba siły włozyć w przygotowanie ciasta drożowego, bo tu wszytsko wrzucam do maszyny i sama za mnie robi ;) Może to podejscie wynika także z tego, że nie znalałam w książce żadnego przepisu na ciasto drożdżowe. Bo i ja nie używam maszyny do pieczenia chleba jako wypiekacza chleba.

Ale wracając do przepisów - podoba mi się układ książki, indeks przepisów ekspresowych, dobre rady dotyczące organizacji kuchni, choć co niektóre są typowo brytyjskie (maślanka czy mąka samorosnąca). Na pewno wypróbuje wiele z zaproponowanych w książce przepisów. A to pierwsze z nich - wyjątkowo (jak na Nigellę), bez mięsa. I do tego danie ekspresowe ;)

Skladniki:

  • 2 łyżki oleju lub oliwy do smażenia (w książce jest zaproponowany olej rzepakowy tloczony na zimno, ale z doświadczenia wiem, że nie da sie na nim smażyć, bo w wysokiej temperaturze się zaczyna palić - może Nigelli chodziło o inny olej od tego, który można kupić w Polsce, a nadaje się np. do sałatek?)
  • 2 cebule
  • 1 łyżeczka soli morskiej (lub 1/2 zwykłej)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1kg pomidorków koktajlowych
  • 2 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka angielskiej musztardy w proszku (za "Lato w kuchni..." - mozna przygotować proszek samemu - 20 g mielonej żółtej gorczycy wymieszać z 1/2 łyżeczki zmielonej czarnej gorczycy, dodać 1,5 łyżeczki kurkumy dla koloru i szczypte pieprzu cayenne - ja gorczycę dałam w równych proporcjach (po 1 łyżeczce), wszytsko ugniotłam razem w moździeżu i do potrawy wykorzyslałam jedną łyżeczkę, reszte zachowałam na przyszłość)
  • 1 łyżeczka ostrego chilli w proszku
  • 1 łyżeczka przyprawy Garam Masala
  • 200 g mrozonego groszku

Przygotowanie:

Cebule, czosnek obrać i drobno pokroić. Pomidorki koktajlowe podzielić na połówki, groszek ugotować i odcedzić.

Na patelni rozgrzać olej, wrzucić cebule, posolić. Cały czas mieszając, dusić na małym ogniu około 7 min. Po tym czasie dodać czosnek, pomidory i przyprawy. Mieszankę warzyw dusić przez 15 min.

Dodać groszek, wymieszać i dusic dalej wszystko razem przez kolejne pięć minut.

Podawać z ryżem (ja do ugotowanego ryżu wmieszałam szczypiorek dla koloru i smaku, w oryginale jst ryz kokosowy, ale się na niego nie zdecydowałam - może następnym razem, wtedy uzupełnię ten wpis o ten dodatek)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl