wtorek, 05 lipca 2011
Malinowy mus z mascarpone i o Openerze słów kilka.

Chciałam od razu pisać o moim "dziele", ale nie mogę. Te kilka dni w roku, zresztą już trzeci raz (dopiero?), to dni w których myślę tylko o jednym - o skończonym właśnie festiwalu Opener. W tym roku wybrałam się tylko na jeden dzień, bo tak naprawdę tylko tego dnia występowały gwiazdy, które chciałam koniecznie zobaczyć - The National oraz Coldplay. Oba zespoły dały wspaniałe, ekscytujące i porywające koncerty. No dobra - do The National "porywanie" nie pasuje - kto widział, ten wie ;) ale w końcu to "najsmutniejszy zespół świata". No i wciąż nie mogę się otrząsnąć z tego, jak wygląda wokalista tego zespołu - ten głos nie pasuje do kogoś, kto przypomina mi księgowego - to było, na marginesie, jedno z zaskoczeń tego wieczoru.

Kolejnym był koncert Colplay - spodziewałam się szaleństwa, ale to co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia o tym koncercie. Zespół dał niesamowity koncert, pełen energii. Półtorej godziny zleciały jak z bicza trzasnął. I tylko mi było mi szkoda, że to nie może trwać i trwać. Zawsze lubiłam ten zespół (patrz - nazwa bloga), ale nie należał do mojej ekstraligi - posłużę się nomenklaturą piłkarską. Czas najwyższy na awans. I czekam na kolejne koncerty, najlepiej samodzielne, bez festiwalowych ograniczeń czasowych. 

Jak na takiej imprezie bywa, nie zabrakło odkrycia całkiem nowego. Po zakończeniu koncertów dwóch wyżej wymienionych pewniaków, nie chcieliśmy jeszcze wracać (noc była młoda) i zabłądziliśmy pod World Stage, gdzie miał występować zespół o którym wcześniej nie słyszeliśmy - Fat Freddy's Drop. Założenie było następujące - przesiedzimy tu pół godziny, a potem pójdziemy na Caribou. Nie dotarliśmy na występ tego ostatniego - koncert Fat-ów tak nas wciągnął, że zostaliśmy do końca - dwie, bite godziny! Jeśli ktoś miałby szanse ich zobaczyć - polecam - trzeba iść, choćby w ciemno! WARTO!

Reszta festiwalu to dla nas tylko opisy koncertów w internecie, informacje w radiu i telewizji, koncerty na żywo ze sceny głównej w Trójce - ale to nie to samo. Jeżeli w kolejnym roku będę mogła iść, to pójdę znów na całość. By nie żałować.

No dobra, teraz o deserze. Właściwie to nic specjalnego. Proste połączenie prostych składników. Odświeżające, smaczne, delikatne. Jak to zwykle bywa, gdy składnikami sa maliny i mascarpone.

Składniki:

  • pojemniczek malin
  • 250 g mascarpone
  • kilka łyżek cukru pudru

Przygotowanie:

Mascarpone utrzeć z cukrem pudrem. Maliny zmiksować lub przetrzeć na jednolitą masę z cukrem pudrem - odłożyć kilka do dekoracji. Trzeba próbować, czy smak jest odpowiedni - nie może być za słodkie - w końcu i w serku jest cukier. Do naczyń rozłożyć maliny, na wierzch wyłożyć serek. Udekorować malinami. I gotowe.

Można też utrzeć wszystkie składniki razem - mój mąż, jak mu podałam deser podzielony na dwie części, od razu wszystko wymieszał. I tylko na wyglądzie stracił ;)

 

Co prawda, nie z koncertu (nie zaśpiewali Strawberry Swing ;( ), ale warto obejrzeć dla sposobu realizacji teledysku. 

No i The National :)

 

piątek, 06 maja 2011
Tort Pawłowej (Pavlova)

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tym deserze nie mogłam wyjść z zachwytu nad nim z dwóch powodów. Po pierwsze historia - po raz pierwszy deser przygotowano z okazji tournee primabaleriny Anny Pawłowskiej po Australii (choć do jego stworzenia przyznają się i Nowozelandczycy). Podobno poprosiła o coś lekkiego, a co może wydawać się lżejsze od bezy? Drugim powodem mojego zachwytu był wygląd - owa "lekka" śnieżnobiała beza, pokryta śnieżnobiałą bita śmietana i do tego owoce, świeże, jędrne, lśniące. Postanowiłam, że jak się nadarzy okazji przygotuję torcik w sezonie owocowym. 

Okazja nadarzyła się wcześniej. Po świętach zostało mi 7 białek. Po raz pierwszy nie pozwoliłam ich zjeść mojemu mężowi (chciał z nich zrobić jajecznicę, bardzo białkową). Nie wiem jak długo można przechowywać zmrożone białka, wolałam więc nie ryzykować. Okazją okazał się mecz Barcelona - Real (Barcelona w finale :)) ). Świeże owoce zastąpiłam mrożonymi.

Mogę teraz powiedzieć, że do dwóch wcześniejszych zachwytów doszedł trzeci - smak. Torcik rozpływa się w ustach. Jest lekki (jak chciała primabalerina), mimo składników z których został zrobiony.  Podanie go grozi szybkim zniknięciem w brzuchach biesiadników - wzięliśmy połowę (wcześniej przez dzień chodziliśmy i podjadaliśmy, więc na wieczór pozostała połowa) do kolegi na mecz. W trójkę, w ciągu dwóch połówek meczu, nie zostało po nim nic. No może fantastyczne wspomnienie smaku. Ale i ostrzeżenie - uważaj na ciasta, które potrafisz zjeść samemu w ciągu kilku godzin! Ech, czas na serki wiejskie i zupy warzywne...

Przepis podaję za blogiem "Moje wypieki". Ciasto robi się bardzo szybko, najwięcej czasu zajmuje upieczenie bezy (najlepiej zrobić to dzień wcześniej). Reszta to 5 minut.

Składniki:

Beza: 

  • 6 białek (zużyłam 7 i nie zmieniałam proporcji innych składników)
  • 300 g drobnego cukru
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka octu winnego 

Dekoracja:

  • 500 ml śmietany kremówki (30 lub 36%) 
  • dowolne świeże owoce (ew. można je zastąpić mrożonymi, muszą być jednak wcześniej rozmrożone i odsączone - ja do ozdobienia ciasta zużyłam paczkę truskawek)

Przygotowanie:

Ubić białka na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodać cukier (wsypywać partiami, by mógł się w białkach rozpuścić), skrobię i ocet.  

Gotową pianę przełożyć na blachę wyłożona papierem do pieczenia. Aby beza miała okrągły kształt, warto na papierze narysować okrąg o średnicy 20 cm (ja odrysowałam talerz). Wykładając bezę warto pilnować granic. I tak urośnie w trakcie pieczenia, więc ma to tylko znaczenie symboliczne. Będzie jednak okrągła po wyciągnięciu z piekarnika.

Bezę wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180 st. C. Po pięciu minutach zmniejszyć temperaturę do 150 st. C i piec w niej bezę przez półtorej godziny.  Po tym czasie nie wyjmować bezy z piekarnika, tylko lekko uchylić drzwiczki, by się ostudziła (ja ją zostawiłam na całą noc).

Wystudzone ciasto przełożyć delikatnie na paterę (której nie posiadam, w zamian mam pojemnik do przenoszenia okrągłych ciast i go użyłam - oj, muszę nadrobić ten brak w mej kuchni). Najlepiej zrobić to przykładając do górnej części bezy paterę, odwrócić razem z papierem, a następnie delikatnie usunąć papier. 

Pozostaje tylko udekorowanie - ubić bita śmietanę (bez cukru!), wyłożyć na bezę, udekorować owocami.

Smacznego! 

 

ps. na początku się przestraszyłam, bo beza była wypieczona tylko na zewnątrz, a w środku przypominała piankę. Jednakże po obejrzeniu zdjęć znalezionych w internecie i książkach kucharskich, zobaczyłam, że taka ma właśnie być. 

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl