poniedziałek, 19 września 2011
Wizyta na północy, czyli co jedzą Szwedzi, cz. II

Ciąg dalszy fotorelacji - lunch w Karlskronie, a podano obiad w iście królewskim stylu - kotlet Wallenberga - mielona cielęcina z dodatkami, na ziemniaczanym puree z dodatkiem borówki. Pycha. I jak podane!

Zdjęcie uchwycone w przelocie - te babeczki wyglądały tak apetycznie, że aż prosiły się o zdjęcie. 

Wróbelki :) (czy mi się wydaje, ale ostatnio coraz mniej wróbelków widać na polskich ulicach?)

Nalewki w szwedzkim stylu - cynamonowa, anyżkowa i kminkowa. Poza pierwszą - słodziutką, pozostałe nie dla mnie. Do tego do zagryzienia ciemny chlebek, oliwki, ser żółty i solona cytryna.

Przed jednym z muzeów na rynku w Karlskronie.

I na sam koniec - wizyta w gospodarstwie hodującym łosie i przerabiającym je na różne potrawy. Gospodarze zarzekali się, że oglądane przez nas zwierzęta nie trafia nigdy pod nóż. Mięso wyrabiane jest z upolowanych, dziko żyjących łosi, w określonym przez państwo czasie i limicie.

No i próbka smaku - kiełbasa z łosia, kotbullar - kulka mięsna i feta z mleka łosia, zwana fetą północy. Muszę przyznać, że dziwnie się to jadło patrząc na biegające za płotem łosie, ale było ogólnie smacznie. Inne niż znane nam mięso.



Na koniec jeszcze zakupy - 20 minut. To było dosyć trudne zadanie, bo etykiety praktycznie są tylko po szwedzku. Kupiliśmy cydr jabłkowy i gruszkowy - ciekawostka, sok z czarnej porzeczki, dżemy jeżynowy, pomarańczowy i truskawkowy z rabarbarem. Do tego pastę krewetkową, ciasteczka imbirowe i kuleczki kakaowe. Na półkach nie znalazłam dżemu z maliny moroszki i soku z czarnego bzu - ponoć chętnie kupowanych przez Szwedów i uważanych za rarytasy. Następnym razem napisze sobie na kartce jak co się nazywa po szwedzku. Bez tego - kolejne zakupy w ciemno :)

 

Tagi: Szwecja
14:10, karolah19 , Podróże
Link Komentarze (3) »
Wizyta na północy, czyli co jedzą Szwedzi, cz. I

Jakoś w tym roku nie mogliśmy się zdecydować, dokąd pojedziemy na wakacje. Od trzech lat jeździmy po Polsce, głównie na wschód, ale w tym roku zarówno ceny benzyny, jak i zamieszanie na PKP, nie zachęciły nas do podróży po Polsce. Zagranica, przy wysokim kursie euro tez wydała się mało atrakcyjna. Zdecydowaliśmy się więc na wariant minimalny - weekend na morzu, połączony z jednodniową wycieczką po Szwecji. Zwłaszcza, że wycieczka miała wyjątkowy temat przewodni - szwedzką kuchnię. Oto fotorelacja.

Łosie na terminalu? Nie - po prostu w głębi Szwecji nie można się po prostu zatrzymać i zrobić zdjęcia z tym znakiem. Mandaty są surowe. Więc dla turystów umieścili znak na terminalu. Miło, prawda?

 

Jarząb szwedzki - w rezerwacie przyrody na przylądku Torhamn. 

Resztki cmentarzyska wikingów.

Owce czy kozy?

Tradycyjna szwedzka przerwa na kawę - bardzo mocna, specjalnie palona kawa i ciastko - cynamonowe - Kanelbullar i drugie (te w czekoladzie), nie zidentyfikowane - na ciastku przypominającego w smaku i konsystencji kokosankę, wyłożony jest bardzo słodki krem, ponoć ze śmietany, cukru i wanilii, ale nie jestem pewna czy tylko te składniki dałyby taką właśnie konsystencję. Wszystko było bardzo smaczne i sycące. Poniżej porcja dla sześciu osób.

A tu dla jednej :)

Wędzarnia ryb - łososie czekają w chłodni na swoja kolej.

Tradycyjnie, nie na skale przemysłową przygotowane smakołyki - wędzony łosoś i krewetka, do tego łosoś w wersji ugotowanej (tak sądzę) i różne sosy, słodkie, ale wyjątkowo pasujące do tych rybek. Pycha, tylko szkoda, że tak mało.

A tu z innej beczki - Szwedzi uwielbiają stare samochody - tu jeden z nich - Volvo, rocznik wczesny. 

Kristianopel - Sielska Szwecja - Tam tak naprawdę jest - praktycznie wszędzie, którędy przejeżdżaliśmy, domy wyglądały jak na poniższych zdjęciach. I jest bardzo czysto. 

 

Tagi: Szwecja
14:09, karolah19 , Podróże
Link Dodaj komentarz »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl