czwartek, 02 grudnia 2010
Prosta sałatka z tuńczyka

Inny miałam plan na dzisiaj. Chciałam pójść do sklepu, kupić coś na śniadanie i obiad, ale to co zobaczyłam za oknem skutecznie mnie zniechęciło. Co więcej, przed chwila usłyszałam komunikat IMGW, ze tak ma być do wieczora! Dlatego też przeszukałam szafki i znalazłam składniki na tytułową sałatkę. Właściwie, trudno nazwać to sałatka, bo jedynym warzywem jest kukurydza, a i ona jest raczej zbożem, niż jarzyną. Jednakże jej największa zaletą jest łatwość przygotowania i smak.

Składniki:

  • 100 g ryżu białego
  • puszka kukurydzy
  • puszka tuńczyka w sosie własnym
  • koperek (jeśli mam świeży, dodaje nawet cały pęczek, teraz użyłam kilku łyżeczek suszonego)
  • 2 łyżki majonezu
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:

Ryż ugotować i wystudzić. Przełożyć do miski, dodać odcedzoną kukurydze, tuńczyk (zostawić odrobinę sosu, w którym trzymany był tuńczyk), koperek, majonez, sol i pieprz. Dokładnie wymieszać. Najlepiej smakuje po schłodzeniu i kiedy smaki się przegryzą.

Smacznego :)

13:22, karolah19
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 grudnia 2010
Toskańska zupa fasolowa

I znów zaniedbałam mój blog. Jakoś ostatnio albo nie byłam zadowolona z moich dzieł, albo zapomniałam zrobić zdjęcia, albo też obiad szykował mój mąż. Ale zaczął się grudzień, miesiąc najlepszego jedzenia, eksperymentów przedświątecznych, więc będę mieć o czym pisać.

Jednak zanim się wprawię w świąteczny nastrój, mam zaległy wpis dotyczący jednego z moich ulubionych składników - fasoli, w tym przypadku w postaci klarownej zupy. Trochę ryzykownie nazwałam tą zupę, bo nie mam stu procentowej, że takie jest jej pochodzenie.  Będąc we Florencji nie jadłam podobnej zupy, ale moja koleżanka, która każde wakacje spędza w tym regionie, poczęstowana niegdyś przeze mnie tym smakołykiem, stwierdziła, że podobną w Toskanii jadła. Dlatego też fasolową zupę z rozmarynem, przemianowałam na toskańską :)

Składniki:

  • 200 g białej fasoli
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 1 liść laurowy
  • 2 marchewki
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu lub 1 łyżka świeżego
  • szczypta chilli, sól, pieprz
  • 3 łyżki startego parmezanu (lub podobnego w smaku sera)
  • oliwa

Sposób przygotowania:

Zalać fasolę zimną wodą, odstawić na noc. Przygotować bulion, zalać nim odcedzoną fasolę, dodać liść laurowy, zagotować. Marchewkę i cebulę drobno pokroić, podsmażyć na oliwie. Po minucie do warzyw dodać roztarty czosnek. Podsmażone warzywa dodać do miękkiej fasoli, gotować razem około 15 minut. Na koniec dodać rozmaryn, sos sojowy, chilli, pieprz i odrobinę soli (lub wcale - sos sojowy jest wystarczająco słony). Gotową, nalana do talerzy zupę posypać odrobiną (mniejsza lub większą) sera.

Smacznego :)

Przepis znalazłam w serii "Nowa kuchnia polska", w "Spotkaniu z rozmarynem" (dodatek do GW z lat 2006-2007)

 

12:29, karolah19 , Zupy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 listopada 2010
Penne z cieciorką

Od jakiegoś czasu poza tematyką gotowania zaczęła mnie frapować tematyka zdrowego gotowania. Nie chodzi o liczenie kalorii, ale o wybór składników, sposób przyrządzenia. Zauważyłam też, że coraz więcej czasu poświęca się temu tematowi w programach telewizyjnych. Niestety, nie wszystkie da się oglądać. Takim jest właśnie program "Rewolucja na talerzu" w TVN Style. Obie prowadzące dobijają mnie sztucznością, pseudo-radami i dziwna manierą mówienia. Wytrzymałam tylko jeden odcinek (dużo mnie to kosztowało), a że zainteresowały mnie proponowane przepisy, poszukałam ich w internecie. Dzięki temu wilk był syty (miałam to co chciałam - czyli przepisy) i owca cała (nie musiałam oglądać programu). Właśnie z tego programu pochodzi przepis.

Składniki:

  • 250 g penne (w przepisie jest podane razowe, ale ja akurat nie miałam)
  • 1 czerwona papryka
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 puszka ciecierzycy
  • 1 puszka pomidorów
  • pół papryczki chilli (można ją ominąć, jeśli ktoś nie lubi ostrych popraw)
  • tymianek
  • oliwa
  • sól, pieprz

Sposób przyrządzenia:

Makaron ugotować al dente. Pokroić paprykę, chilli, cebule i czosnek. Podsmażyć na oliwie, jak będą miękkie dodać odsączoną cieciorkę, pomidory i tymianek. Poddusić wszystko na małym ogniu około 3 minut, przyprawić solą i pieprzem. Zdjąć z ognia. Do sosu dodać makaron i wszystko razem wymieszać. Można podawać :)

Pasta makrelowa

Jako Pomorzanka uwielbiam ryby. Szczególnie te nasze, bałtyckie - śledzie, szproty, dorsze, ale nie pogardzę pstrągiem, łososiem czy makrelą. Prawdziwym rarytasem jest tuńczyk, który jadłam w zestawie sushi (nigiri). Nie wiem, czy był to najdroższy tuńczyk błękitnopłetwy, ale smaczniejszej ryby nie jadłam. Jednak na co dzień pozostają ryby dostępne w sklepach (poza pangą, której nie jadam). A makrela i pasta z niej to prawdziwy rarytas.

Przepis znalazłam w książce "Polska kuchnia regionalna" Mai Bartczak, w części "Kuchnia gdańska".

Składniki:

  • 2 wędzone makrele
  • biała część pora
  • 2 duże ogórki konserwowe lub kiszone (albo po jednym z każdego rodzaju)
  • puszka zielonego groszku
  • pęczek natki pietruszki
  • 2 łyżki majonezu
  • sól, pieprz

Sposób przyrządzenia:

Oddzielić mięso makreli od skóry i ości. Do rozdrobnionego mięsa dodać pokrojone drobno ogórki, białą część pora, odcedzony groszek i pokrojona drobno natkę. Doprawić sola i pieprzem, dodać majonez i wymieszać razem. Najlepiej smakuje po kilku godzinach w lodówce - gdy się schłodzi i smaki zaczną się przegryzać. Oraz z ciemnym pieczywem, najlepiej własnej roboty :)

środa, 03 listopada 2010
Lazania z drobiem

Uwielbiam lazanię, ale bardzo rzadko chce mi się ja robić. Owszem mogłabym pójść na skróty, kupić gotowe sosy lub znaleźć jakiś bardzo uproszczony przepis, ale czasem odczuwam potrzebę "podłubania" przy potrawie. I taka właśnie była ta lazania - z własnym sosem pomidorowym, sosem beszamelowym, który robiłam pierwszy raz w życiu i bardzo się denerwowałam.

Przepis jest połączeniem pomysłów zawartych w książeczce "Kuchnia włoska" z serii "Z kuchennej półeczki" oraz przepisu na sos pomidorowy z gazety "Moje gotowanie".

Składniki:

Sos pomidorowy:

  • 1 kg dojrzałych pomidorów
  • 2 cebule
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka cukru
  • oregano, sól, pieprz

Sos beszamelowy:

  • 75 g masła
  • 50 g mąki
  • 400 ml mleka
  • 1 jajko
  • 75 sera parmezan

Lazania:

  • 9 płytek makaronu lazania
  • 1 łyżka oleju do smażenia
  • 100 g pieczarek
  • 1 pierś z kurczaka
  • 150 ml czerwonego wina zmieszanego z 100 ml wody

Przygotowanie:

Sos pomidorowy: Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w kostkę. Cebulę i czosnek obrać i drobno pokroić. W rondlu zeszklić cebulę, dodać czosnek, wymieszać. Dodać pomidory, zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować przez ok. 40 min., bez pokrywki, często mieszając. Dodać oregano i cukier, gotować jeszcze około 15 min., na koniec doprawić solą, pieprzem.

Sos beszamelowy: Rozpuścić masło w garnku, dodać mąkę i chwilę zasmażyć. Zdjąć garnek z ognia, dolewać mleko, mieszając aż powstanie jednolity sos. Postawić na ogniu i gotować do osiągnięcia konsystencji budyniu. Odstawić do wystygnięcia. Po tym czasie dodać roztrzepane jajko, połowę parmezanu, doprawić solą i pieprzem.

Lazania: Mięso pokroić w kostkę, pieczarki w plasterki. Podsmażyć je razem na patelni. Płytki makaronu podgotować wg przepisu na pudełku.  Do mięsa dodać wino z wodą, gotować do redukcji płynu, następnie dodać gotowy sos pomidorowy i podgotować jeszcze kilka minut.

W naczyniu żaroodpornym położyć trzy płytki makaronu, na to połowę sosu pomidorowego, na to trzy kolejne płytki i druga połowę sosu. Na koniec trzy ostatnie płytki, sos beszamelowy i reszta parmezanu.

Piec około 30 min. piekarniku nagrzanym do temperatury 190 st. C.

Zupa - krem z kalafiora i sera

Cóż - nie jestem pierwsza z tym wpisem. Zauważyłam, że na niejednym blogu już ten przepis został wykorzystany. Nie ma co się dziwić - zupa jest bardzo prosta w przygotowaniu, bardzo syta i smaczna. Na ogół zupy jemy dwa dni, potem już na nie nie możemy patrzeć - tym razem mój mąż nie pozwolił wylań ni kropelki - zjadł do samego końca. Aha - najważniejsze - przepis pochodzi z zeszytów dodawanych do GW, stanowiących promocje nowej książki Jamiego Olivera.

Składniki: (nieco zmodyfikowane, bo wykorzystałam to co miałam w lodówce)

  • 2 marchewki
  • 2 średnie cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 nieduże kalafiory (w przepisie było 800g)
  • 200 g sera żółtego (oryginalnie zaproponowany jest cheddar, ale ja musiałam wykorzystać resztkę mojej goudy - cheddar pewnie byłby lepszy ze względu na wyrazisty smak)
  • 2 kostki bulionowe rozpuszczone w 1,8 l wody (ja wzięłam trzy)
  • 1 łyżeczka musztardy ( w oryginale angielska - ja użyłam dijon i może to zrównoważyło nieco mdły smak goudy)
  • sól, pieprz
  • oliwa (ja użyłam oleju)
  • w przepisie są 2 łodygi selera naciowego, ale ja nigdzie nie mogłam go wtedy dostać, więc obyłam się bez niego oraz gałka muszkatołowa do posypania gotowej zupy - jeśli ktoś lubi.

Przygotowanie:

Na początek warto przygotować bulion, w tym czasie pokroić marchewkę (i seler) w plastry. Podobnie postąpić w przypadku cebuli, czosnku i kalafiora - nie trzeba się martwić niedokładnością krojenia, gdyż na końcu i tak wszystko zostanie zmiksowane. Ważne by cząstki kalafiora były podobnej wielkości - będą się gotowały równomiernie.

Pokrojone warzywa wrzucić do garnka o grubym dnie, uprzednio dodawszy olej. Dusić z uchylona pokrywką przez około 10 minut (ja dusiłam około 20 min - marchewka za nic nie chciała zmięknąć), do miękkości marchewki. Po tym czasie dodać przygotowany bulion, zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować około 10-15 min. pod przykryciem.

W międzyczasie zetrzeć ser. Do ugotowanej zupy dodać ser, musztardę, sól i pieprz. Zmiksować na krem. Zupa jest gotowa do podania :)

Na zdjęciu efekt - ja swoją przyozdobiłam grzankami z pełnoziarnistego chleba :)

Tagi: kalafior
11:26, karolah19 , Zupy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 października 2010
Mielone kotlety z serem
Powiem tak - wszyscy, z którymi choć raz rozmawiałam o kotletach mielonych, mogę podzielić na dwie grupy - na tych, którzy uważają, że to najprostsze danie na świecie i na tych, dla których jest ono najbardziej skomplikowanym działaniem kuchennym. Ja dotąd przynależałam do tej drugiej grupy - moje kotlety rozpadały się na patelni, za nic nie przypominały tych mojej mamy, które były dla mnie wzorem. Ani pomoc bułki tartej, ani czerstwej, namoczonej bułki, nie przynosiły rezultatu. Posiłkowałam się wiec fixami, pełnymi glutaminianów sodu i innych cudownych składników, bo czasem mój mąż prosił o kotleciki na obiad. Teraz było podobnie, ale tym razem pomóc miał mi nasz nowy zakup - maszynka do mielenia. Od jakiegoś czasu zaczęłam omijać gotowe, mielone mięso, bojąc się jego niepewnego - bo zmielonego, składu. Maszynka więc miała (i ma) rozwiać moje wątpliwości. Zebrałam się więc na odwagę i zrobiłam kotlety. I pierwszy raz mi wyszły!
Chałka
Mam ostatnio trochę więcej czasu, więc nadrabiam zaległości filmowo - serialowe. Jedną z pozycji jest serial emitowany obecnie chyba przez trzy stacje telewizyjne (ja oglądam na Comedy Cental) - Seks w wielkim mieście. Oglądałam go kiedyś, po kryjomu, z wypiekami na twarzy, kiedy byłam licealistka i młodą studentką, ale nigdy nie udało mi się obejrzeć serialu od początku do końca. Dlaczego wybrałam informacje o tym serialu na początek wpisu. A to dlatego, że to historia z jednego odcinka zainspirowała mnie do przygotowania chałki. Charlotte dla swojego nowego mężczyzny postanowiła porzucić chrześcijaństwo na rzecz judaizmu i po zakończonym kursie przygotowała kolacje szabasową. Jakie było moje zdumienie, kiedy wśród przygotowywanych dań była chałka! Ten sam wypiek, dobrze znany z każdej piekarni, kojarzący mi się z dzieciństwem, kupowany zamiast drożdżówek - by na dłużej starczyło, jest tradycyjnym chlebem żydowskim - głównie Aszkenazyjczyków, podawanym podczas Szabasu lub święta Purim. Swego czasu interesowałam się kulturą judaistyczną, ale nikt mi o tym nie powiedział! Lubię dokonywać takich odkryć :)
wtorek, 26 października 2010
Babka cytrynowa
Jakoś się złożyło, że ostatnio obiady, które przygotowuję są albo "niefotogeniczne" - jak fasolka po bretońsku, albo na tyle banalne, że nie ma sensu ich publikować. Zostają mi więc wypieki - smaczne i interesujące. Bo jedzenie słodyczy stało się u nas świętem, dostępnym tylko w weekendy. A jak wiadomo - każde święto wymaga odpowiedniej oprawy. Co więc mogłoby być lepszego od własnoręcznie przygotowanego ciasta? A co do fasolki - zima przed nami i na pewno przepis na nią tu opublikuję.
wtorek, 19 października 2010
Obiad z resztek - czyli jak nie wyrzucić dobrego jedzenia
W weekend była moja siostra. Biedaczka nie jada mięsa (żartuję ;)) i ze względu na intensywny tryb życia, nie odżywa się za dobrze (głównie makaron lub ryż z warzywami!). Za każdym razem jak mnie odwiedza, staram się zrobić coś, czym można się najeść (niekoniecznie zdrowo), ale na dłuższy czas. Zrobiłam więc pizzę, z dużą ilością składników - wybierała moja siostra. Były tam pieczarki, cebula, brokuły, papryka, pomidory, dla siebie i męża, dodałam salami. Problem pozostał potem - co zrobić z połową cebuli, papryki, brokuła, kilkoma pieczarkami?
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl