wtorek, 21 czerwca 2011
Chłodnik litewski

Ojejku - ile czasu tu nie byłam. Właściwie od końca kwietnia to tylko jazda między domem, a jednym, drugim kursem, sesja (żeby na studiach podyplomowych robić sesje??), poszukiwanie pracy. A do tego dopiero dzisiaj zobaczyłam, że durszlak.pl przeszedł metamorfozę i muszę się znów na niego zarejestrować. No dobra, czas wrócić na ziemie i zacząć nadrabiać zaległości. 

Rozpocznę od dania, które w ciągu kilku ostatnich tygodni stało się naszym domowym hitem - chłodnik litewski. Nie do przecenienia była oczywiście rola pogody - upały zachęcały do jedzenia chłodnego, lekkiego. Co prawda, obecnie za oknem widzę tylko chmury (no dobra - nieco się przejaśnia), ale według prognoz, w weekend upały mają powrócić. Na stoły więc powróci i chłodnik :)

Zupę tę zjadłam pierwszy raz dopiero w ubiegłym roku. Pojechaliśmy z mężem na wakacje do Augustowa i tam postanowiłam popróbować oryginalnej kuchni podlaskiej. Na najlepsze dania trafiłam w ... barze szybkiej obsługi, gdzie obok chłodnika, kartaczy, babki ziemniaczanej, sprzedawane były frytki, zapiekanki i hamburgery. Istny misz-masz. To miejsce przez większość naszego pobytu, było naszą główną jadłodajnią. Zauważyłam tam ciekawą rzecz - młodsi miejscowi zamawiali owe frytki i zapiekanki, starsi i turyści tradycyjne dania. Może młodzi mają to na ogół w domu i na mieście chcą zjeść co innego?

Sama zupa wydawała mi się zawsze wielką ekscentrycznością. Jak można jeść zimną zupę? Zupa musi być gorąca, parująca, parząca język. Podczas pierwszego obiadu nawet na nią nie spojrzałam. I pewnie by tak zostało, gdyby nie mój mąż, który zamówił danie i dał mi spróbować. Odtąd zamawiałam je już do końca pobytu. I postanowiłam, ze zrobię je w domu, jak wrócę. Okazja pojawiła się jednak dopiero teraz. 

Przepis podaje za blogiem White Plate

Składniki:

  • pęczek botwiny (proponuję wziąć dwa, bo po odcięciu liści, zostaje bardzo mało do skrojenia. Próbowałam wersję zarówno z liśćmi, jak i bez, polecam tą drugą. Zupę można wykonać z samych łodyg, można też wkroić małe buraczki - w internecie krąży wiele wersji)
  • 1 litr kefiru
  • 1 średniej wielkości ogórek szklarniowy 
  • 1 pęczek rzodkiewki
  • pół pęczka koperku
  • 1 ząbek czosnku (chyba, że ma się tylko chiński - polecam trzy, choć i tak go prawie nie czuć)
  • 2 szklanki wody
  • 3-4 łyżki koncentratu buraczanego
  • sól, pieprz, cukier do smaku

Przygotowanie:

Botwinę umyć i pokroić drobno.  Zagotować wodę, dodać koncentrat buraczany i botwinę. Gotować chwilę (około 10 minut), aż zmięknie botwina. Odstawić do wystygnięcia.

Ogórek umyć, obrać i pokroić na małe kawałki. Podobnie rzodkiewkę. Posiekać  drobno czosnek i koperek. Do wystudzonej bazy z botwiną wlać kefir, dodać ogórek, rzodkiewkę, czosnek, koperek. Doprawić do smaku.

Gotową zupę wstawić na min. 2 godziny do lodówki. Podawac z ugotowanym na twardo jajkiem.

 

 

 

Tagi: botwina kefir
14:30, karolah19 , Zupy
Link Dodaj komentarz »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl