wtorek, 22 lutego 2011
Tort kawowo - orzechowy

I jeszcze raz Nigella. Ale tu bez zachwytów. Tort bardzo tłusty i ciężki. Najlepszy w nim był biszkopt, może go wykorzystam ponownie. Krem kojarzy mi się tortami podawanymi na weselach, takimi upieczonymi przez wynajęte do obsługi kucharki. Ale chciałam raz zrobić tort z kremem na maśle (właściwie z masła). I mam za swoje.

Składniki:

Biszkopt:

  • 50 g mielonych orzechów włoskich (dałam 80g, bo tyle mi wyszło po zmieleniu orzechów)
  • 225 g białego cukru (dałam około 180 g)
  • 225 g masła
  • 200 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 4 jajka
  • 1-2 łyżki mleka (ja dodałam około 5)

Krem:

  • 350 g cukru pudru (dałam 280 g, a i tak krem wyszedł okropnie słodki, wręcz mulący)
  • 175 g miękkiego masła
  • 2-3 łyżeczki espresso (ja dałam prawie całą porcję espresso, by nieco przełamać smak cukru)

Przygotowanie:

Zmielone orzechy wymieszać z mąką, proszkiem do pieczenia, sodą i kawą rozpuszczalną. W drugiej misce utrzeć masło z cukrem, na przemian dodawać suche składniki i jajka, stale mieszając. Na koniec, do rozluźnienia masy biszkoptowej dodać mleko. Przełożyć do tortownicy i piec 25-25 minut w temperaturze 180 st. C. Ja przekrajałam ciasto po przestygnięci na dwie części, ale można od razu upiec dwa blaty, dzieląc ciasto na dwie foremki lub piekąc w dwóch turach.

Kiedy ciasto będzie już dobrze wystudzone, można zrobić krem. W misce wymieszać (bardzo dokładnie) masło z cukrem i kawą. Trzeba to robić starannie i dosyć długo, gdyz nieroztopiony cukier będzie chrzęścił pod zębami (jak w moim cieście), co dodatkowo spotęguję uczucie przesłodzenia.

Gotowym ciastem posmarować jeden blat, przykryć drugim i znów posmarować kremem. Można ozdobić połówkami orzechów lub w inny sposób.

Ciasto czekoladowo - limonkowe bez mąki

Kolejny przepis z najnowszej książki Nigelli. Bardzo prosty do zrobienia - przygotowanie ciasta nie zajęło mi nawet piętnastu minut (nie mogłam się zdecydować, która forma gramatyczna jest poprawna - kwadransu czy kwadransa, więc poszłam dookoła :) ).

Składniki:

  • 150 g gorzkiej czekolady (min. 60%)
  • 150 g masła
  • 6 jajek
  • 250 g białego cukru (dałam mniej - niecałe 200 g, a i tak ciasto było bardzo słodkie wg moich standardów)
  • 100 g mielonych migdałów
  • 4 łyżeczki kakao
  • sok i otarta skorka z limonki (użyłam tylko soku - ok. 3 łyżeczek, ja lałam na oko i praktycznie nie czuć było aromatu limonki)
  • cukier puder do oprószenia ciasta

Przygotowanie:

Czekoladę stopić z masłem w kąpieli wodnej. Gdy będzie się studziło, do miski wbić sześć jajek, wsypać cukier i wszystko razem zmiksować na jasna, spieniona masę. Warto to robić w dużej misce, bo pod wpływem ubijania jajka podwajają, a nawet potrajają objętość.

Do masy jajecznej dodać kakao, migdały, ostudzona czekoladę z masłem i sok z limonki. Wszystko razem jeszcze raz wymieszać (ja nadal używałam miksera ciasto wcale nie opadło, jak początkowo myślałam - w końcu do zrobienia wykorzystane zostały nie białka, tylko całe jajka).

Przelać ciasto do foremki i piec w temperaturze 180 st. C minimum 40 min. Ja piekłam blisko półtorej godziny, ale dlatego, że użyłam keksówki. W książce ciasto pieczone było w tortownicy o średnicy 20 cm i tam wystarczyło 40-45 min. W każdym razie należy pilnować od 40 minuty i piec do suchego patyczka.

Przestudzone ciasto oprószyć cukrem pudrem. Myślałam o polewie czekoladowej, ale to byłaby juz przesada. Ciasto jest wystarczająco słodkie.

A oto efekt (w postaci jednego kawałka :) )

Spaghetti a'la arabiatta

Jest w Gdyni restauracja włoska, w której kiedyś, jak ją odwiedziliśmy, zamówiłam to danie. Oczywiście, nie miałam zielonego pojęcia, że to tylko makaron z sosem pomidorowym doprawionym chilli. No i nigdy nie sądziłam że za tak proste danie można zapłacić blisko 20 zł (a było to kilka lat temu, teraz może być nawet więcej, uwzględniając inflację).

Czemu właściwie dopiero po dłuższym okresie zdecydowałam się zabrać za zrobienie tego danie? Powody są dwa - po pierwsze zauważyłam ostatnio na blogach wysyp podobnych przepisów i taka forma makaronu zaczęła "chodzić" za mną i "prosić" o zrobienie. Po drugie - nie zrobiłam zakupów, więc trzeba było wykorzystać to co się ma w domu. A czosnek, chilli, makaron i sos pomidorowy to moje stalowe wyposażenie "spiżarni" (tj. kilku szafek, koszyków i pudełek ;) ).

Składniki: (dla dwóch osób)

  • 200 g makaronu spaghetti
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 strączka chilli (chyba że ktoś lubi bardzo ostre jedzenie, może wziąć więcej - ja użyłam ususzonego, ale świetnie nada się też świeże)
  • 200 g przecieru pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki suszonej bazylii
  • 1/4 łyżeczki suszonego oregano
  • 2 łyżki oleju
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

Wstawić wodę na makaron. Tak naprawdę to zagotowanie wody zajmuje najwięcej czasu. Resztę można zrobić w trakcie gotowania makaronu :)

Pokroić drobno czosnek i chilli. Rozgrzać na patelni olej, wrzucić chilli i czosnek, przesmażyć - nie za mocno, chodzi o wydobycie smaku, czosnek nie może zbrązowieć, bo zgorzknieje i zepsuje smak potrawy. Dodać przecier pomidorowy, zagotować - sos powinien się nieco zredukować. Przyprawić solą i pieprzem, dodać bazylię i oregano.

Ugotowany makaron odcedzić - niezbyt dokładnie, powinno zostać trochę wody z gotowania do zagęszczenia sosu. Wrzucić makaron do sosu, wszystko razem przemieszać i można podawać.

 

wtorek, 15 lutego 2011
Chleb razowy na drożdżach

Pieczenie chleba to chyba najtrudniejszy "kawałek chleba" (że tak pozwolę sobie na użycie tego dosadnego w tym przypadku związku frazeologicznego), z jakim spotkałam się w mojej kuchennej podróży. Próbowałam dwa razy zrobić zakwas - porażka, z maszynki był smaczny, ale tyle prądu przy okazji zjadał, że na razie z tego rozwiązania zrezygnowałam. Dostałam od koleżanki coś w rodzaju zaczynu, który po dodaniu do podstawowych składników chleba (mąka, woda, sól, ew. dodatki w postaci słonecznika, siemienia lnianego czy płatków owsianych), po 10 godzinach wyrasta i pozostaje tylko jedno - upiec chleb. No i odłożyć porcje zaczynu na kolejny chleb. To jedyny chleb jaki piekę mniej więcej od kilku miesięcy, ale wiadomo - jedzenie w kółko tego samego szybko się nudzi. Poszukałam więc i znalazłam chleb odpowiedni do moich, na razie(!!) marnych, piekarskich umiejętności.

Podana porcja wystarcza na jedną dużą lub dwie małe keksówki. Przepis jak zwykle znaleziony na blogu Moje Wypieki.

Składniki:

  • 225 g mąki pszennej chlebowej
  • 450 g mąki pszennej razowej
  • 7 g suchych drożdżych lub 14 g świeżych
  • 25 g miękkiego masła
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 450 ml ciepłej wody

Przygotowanie:

Ze świeżych drożdży przygotować zaczyn.  Do miski przesiać mąki, dodać sól, cukier, drożdże/zaczyn. Dodać masło i wodę. Wyrobić ciasto, gdy będzie odchodziło od ręki, uformować kulę, okryć i odłożyć w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości (ok. 1 - 1,5 godz). Po tym czasie wyjąć, ponownie wyrobić, włożyć do keksówki/keksówek wysmarowanych tłuszczem i wysypanych płatkami owsianymi. Tak przygotowane ciasto powinno przed pieczeniem jeszcze podrosnąć - około 30 minut.

Piekarnik ustawić na temperaturę 230 st. C, chleb piec w niej 15 minut, po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 190 st. C i piec kolejne 20 minut.

16:16, karolah19 , Chleb
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 lutego 2011
Walentynkowe kakaowe ciasteczka z mąki pełnoziarnistej

Mój wkład w jedno z najnowszych świąt - Walentynki. Pozornie ich nie obchodzę, ale dzięki działalności działów marketingu i różnych mediów, od tygodnia nie myślałam o niczym innym, jak o tym, co upiekę na Walentynki. Wiedziałam, że będą to ciasteczka (chociaż przez chwile rozważałam też jakieś normalne ciasto, ale wykupili mi blachy w sklepie w odpowiednim kształcie ;)). Rozpoczęłam przeszukiwanie "baz danych", pokusiłam się nawet o strony anglojęzyczne i to właśnie tam znalazłam to, czego szukałam.

Nie zdawałam sobie dotąd sprawy, że korzystanie z "niepolskich" przepisów, to nie tylko tekst w innym języku (a to była akurat najmniejszy problem). Najpierw połamałam sobie głowę przy miarach. Z pomocą przyszła ostatnia książka Nigelli, w której opisuje objętość poszczególnych miarek - filiżanek. Potem temperatura - kazali mi piec w 350 st. Fahrenheita - a ile to jest w stopniach Celsjusza? Nie mówiąc już o wagach sprzedawanych tam produktów - bo ile gram ma jedna kostka masła np. w Stanach? Mimo tych przeszkód, ciasteczka wyszły dobrze, może następnym razem dałabym więcej masła, by nie były aż tak łamliwe przy wycinaniu foremką kształtu.

Przepis znalazłam na stronie "Joy The Baker".  A ciasteczka polecam wszytskim, którzy jeszcze nic na Walentynki nie upiekli.

Składniki: (proporcje nieco zmienione względem oryginału - mi wyszło 30 ciastek, ale to pewnie zależy od wielkości foremki, która wycinamy serduszka)

  • 250 g pełnoziarnistej mąki pszennej
  • 60 g mąki tortowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 60 g kakao
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 150 g miękkiego masła (polecam dać całą kostkę - 200g)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 125 g jasnego brązowego cukru
  • 60 g białego cukru + 2 łyżki do posypania
  • 1 jajko

Przygotowanie:

W jednej misce wymieszać mąki, sól, proszek do pieczenia oraz kakao. Do drugiej włożyć masło i oba rodzaje cukru. Zmiksować na gładka masę, dodać jajko, dalej miksować. Po połączeniu składników zacząć powoli wsypywać suche składniki. pod koniec masa powinna być bardzo zwarta.

Ciasto uformować w wałek, wyłożyć na folie spożywczą, mocno ścisnąć i w takiej formie włożyć do lodówki na dwie godziny "odpoczynku". Po tym czasie wyjąć, po kawałku rozwałkowywać na grubość ok 0,5 cm, wykrawać ciasteczka. Piec w temperaturze 180 st. przez 10-12 min. Każde ciasteczko przed upieczeniem można posypać odrobiną cukru.

Ciasteczka smaczne sa zarówno zaraz po upieczeniu, jak i następnego dnia.

czwartek, 10 lutego 2011
Ciasteczka z czekoladą a'la Pieguski

Kolejny przepis z nowej książki Nigelli. Podobne do naszych piegusek, bardzo sycące. Z podanych proporcji wyszło mi około 20 ciastek, czyli więcej niż podała w przepisie autorka (tam było 14). Polecam jednak zmniejszyć ilość cukru (podaje oryginalne wartości) - dla mnie były nieco za słodkie, następnym razem dodam go mniej. Plusem tego przepisu jest także to, że można go potraktować jako przepis podstawowy i następnie zamiast lub obok dodać orzechy, rodzynki, żurawinę. Jak w tych "kupnych".

Składniki:

  • 150 g masła
  • 125 g jasnego cukru trzcinowego
  • 100 g białego cukru
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (dodałam aromat)
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 300 g mąki
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 320 g chocolate chips (ja dałam 150 g i tak uważam, że za dużo)

Przygotowanie:

Roztopić masło w rondelku, ostudzić. Do miski wsypać cukier trzcinowy i biały, zalać masłem i wymieszać. Dodać ekstrakt/aromat, jajko, żółtko, wymieszać do uzyskania gładkiej, kremowej masy. Do niej wsypywać partiami wymieszana z soda mąkę. Po połączeniu składników, masa będzie bardzo zwarta, wsypać "czekoladowe czipsy", delikatnie wymieszać np. drewniana łyżką.

Nakładać ciastka na blachę wyłożoną papierem do pieczenia przy pomocy łyżki do lodów lub miarki (ja użyłam miarki o objętości 30 ml) w dużych odległościach. Ciastka w trakcie pieczenia "rozpłaszczą się", więc potrzebują na to miejsca na blasze.

Piec w dwóch turach w temperaturze 170 st. C przez 15 - 17 min. Przed przełożeniem na kratkę, studzić kilka minut na blasze, na której były pieczone.

Spodziewasz się gości? Zrób dipy :)

Kolejny kulinarny temat, który chodził za mną od dłuższego czasu. Impulsem była jedna impreza zorganizowana przez firmę mojego męża. Firma lubi się pokazać przed swoimi klientami, więc zorganizowała ja w jednym z najbardziej luksusowych hotelów w mieście. Była to też dla mnie okazja spróbować potraw przygotowanych przez mistrzów kuchni, taka miła odmiana od "barowego" jedzenia, które serwują gastronomiczni przeciętniacy w większości lokali w moim mieście i okolicach. Minusem była ilość - zdołam załapać się tylko na jedną ciepłą potrawę, za to do końca imprezy jadłam ile tylko dusza zapragnie marchewek i selerów naciowych zamoczonych w dipach z całego świata - tzatzikach, hummusie i guacamole.

Te trzy sosy są bohaterami tego wpisu :) Razem podane tworzą piękną, kolorową propozycje odpowiednią na każdą wizytę gości lub też na wieczorne oglądanie telewizji.

Sos tzatziki (na podstawie przepisu z tej strony z moimi modyfikacjami)

Składniki:

  • świeży ogórek
  • pęczek koperku
  • 100 ml jogurtu greckiego
  • 50 g serka śmietankowego
  • 3 ząbki czosnku
  • garść uprażonego na suchej patelni słonecznika
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

Starkować ogórek do miski, dodać drobno posiekany koperek, jogurt, serek, przeciśnięty przez praskę, uprażony słonecznik, sól, pieprz i wszystko razem wymieszać.

Sos hummus (wlaściwe a'la, na podstawie przepisu z tej strony, także z modyfikacjami)

Składniki:

  • 0,5 słoika pieczonej/grillowanej papryki
  • puszka ciecierzycy
  • 25 g serka śmietanowego
  • łyżeczka słodkiej papryki w proszku
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka soku z limonki
  • sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

Wszystkie składniki wrzucić do blendera, zmiksować i gotowe.

Sos guacamole (konserwatywny wyznawca tego dipa powie - "chyba jego wariacja")

Składniki:

  • 1 dojrzałe (ważne!) awokado
  • 2-3 łyżeczki soku z limonki
  • ząbek czosnku
  • pół cebuli (lub mniej)
  • sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

Łyżeczką wydobyć miąższ z awokado i razem z pozostałymi składnikami zmiksować w blenderze na gładką masę. Gotowy sos można podawać.

A tak wygląda efekt końcowy.

Kurczak curry

Do tego wpisu podchodziłam trzy razy. Nie chciałam znowu zacząć banalnie w typu "to najlepsze curry jakie jadłam" czy "uwielbiam tego typu smaki". Tak już pisałam wielokrotnie. Potem chciałam coś napisać o podstawowych smakach tego curry, wpływie tajskiej kuchni (mleczko kokosowe), ale ze mnie taki ekspert jak z koziej... no, wiadomo co. Postanowiłam nic nie napisać slowem (szerszego) wstępu. Tylko polecić to danie wszystkim miłośnikom jedzenia dalekowschodniego. Niebo w gębie.

Przepis znalazłam na blogu Kwestia Smaku.

Składniki:

Curry:

  • 4 pojedyncze piersi z kurczaka
  • czerwona papryka
  • 2 łyżeczki czerwonej pasty curry (użyłam gotowej)
  • puszka mleczka kokosowego (400 ml)
  • 8-10 łyżeczek śmietanki 18%
  • 1-2 łyżeczki cukru trzcinowego
  • olej do smażenia

Ryż:

  • 200 g ryżu (najlepiej basmati lub tajskiego, ale ja użyłam zwykłego - trzeba tylko pilnowac, by się nie rozgotował)
  • łyżeczka kurkumy
  • 2-3 łyżeczki sezamu
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • ew. sól i pieprz do smaku (nie użyłam)

Przygotowanie:

Kurczaka pokroić na niewielkie kawałki, paprykę na paski. Rozgrzać olej, wrzucić kurczaka i paprykę. Gdy mięso się zarumieni, dodać pastę curry, wymieszać, przesmażyć razem.

W międzyczasie należy ugotować na półtwardo (np. na parze) ryż. Ostudzić.

Do kurczaka z curry wlać mleczko kokosowe, zagotować. Sos ma zgęstnieć i zredukować się mniej więcej o połowę. Po tym czasie dodać śmietankę, doprawić cukrem trzcinowym. Przełożyć do naczyń, w których danie ma zostać podane.

Półtwardy ryż przełożyć na patelnię. Podsmażyć na dużym ogniu wraz z kurkumą, sezamem. Pod koniec doprawić olejem sezamowym i sosem sojowym.

Podawać z sałatą.

 

środa, 02 lutego 2011
Muffinki z fetą i suszonymi pomidorami

Pewnie każdy to zna - koniec miesiąca, na koncie pusto, trwa wyczekiwanie na kolejna wyplatę, a jeść coś trzeba ;)

U mnie miesiąc wyglada na ogół tak - w pierwszym tygodniu eksperymenty, zakupy i uzupełnianie spiżarni (jesli tak mozna nazwać karton na zamkniete rzeczy koło lodówki - ach, jak ja marzę o prawdziwym schowku, bo w szafkach i szufladach niewiele rzeczy mi się mieści). Kolejne dwa - mniej eksperymentów z nowymi składnikami, więcej jedzenia "standardowego", a ostatni tydzień - to dopiero czas na sztukę. Zupa pomidorowa z soku pomidorowego kupionego w tygodniu meksykańskim w jednej z sieci dyskontowej, kopytka z ziemniaków, nie wykorzystanych wcześniej, naleśniki, spagetti bolońskie i podobne "tanie" przysmaki. Staram się nie kupować zupek i sosów w proszku, glutaminianu pozbyłam się z diety w mniej wiecej 85%, ale jak w Lidlu pojawiają się tygodnie tematyczne, nie mogę sie oprzeć proponowanym przez nich produktom - własnie temu sokowi pomidorowemu czy plackom tortilla w tygodniu meksykańskim, paście curry w orientalnym itp. Dzięki takim zakupom mam zawsze na koniec miesiąca pełno produktów, ktore moge przerabiać na ciekawe, często wymyslone przeze mnie potrawy. Ostatni tydzien miesiaca to też jedyny okres, kiedy najrzadziej korzystam z książek kucharskich i przepisow w internecie. Po prostu biorę co mam pod ręka i kombinuję, modlac się by nie okazało się to wielkim niewypałem. Na szczęście w tym przypadku moge pochwalić się sukcesem :)

Poniższy przepis jest wariacją na podstawą recepture muffinkową, bez cukru, z dodatkiem opakowania fety i kilku suszonych pomidorów. Ja użyłam suszonych, ale nie zatopionych w oliwie. Mam je dzieki moim znajomym i rodzinie - każdy, kto wyjeżdża za granicę jest proszony o przywiezienie mi albo herbaty (kierunek Wielka Brytania) albo suszone pomidory (basen Morza Środziemnego). Niestety zostało mi ich tak mało, że chyba się przerzucę niedługo na słoiczkowe.

Składniki:

  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 250 ml mleka
  • 90 ml oleju
  • 1 jajko
  • małe opakowanie fety, pokrojonej lub połamanej na małe kawałki
  • kilka pokrojonych suszonych pomidorów
  • przyprawy do smaku (u mnie łyżeczka oregano i pietruszki)
  • pieprz

Przygotowanie:

W jednej misce wymieszać suche skladniki (mąka + proszek + przyprawy), w drugiej mokre (olej + mleko + rozbełtane jajko). Mokre wlać do suchych, lekko przemieszać, dodać fetę i pomidory, wymieszac tylko do połączenia skladników.

Przełozyc masę do foremki muffinkowej. Piec w temperaturze 190 st. C około 25-28 minut (do suchego patyczka).

Spaghetti ladacznicy

No nie mogłam się powstrzymać by przygotować to danie. Od momentu kiedy dostalam ostatnią książkę Nigelly, wiedziałam że muszę to zrobić. Przepis cytuję za "Kuchnią - przepisy z serca domu".

Moja ocena - spaghetti jest bardzo smaczne - lekko ostre dzięki chilli, wyraziste za sprawą dodatku anchois, harmonijne dzieki kaparom i oliwkom. I dodatkowo - jest to danie, które można zrobić z tego co ma się w spiżarni. O ile, ktos jak ja kupuje nowinki i pewne składniki z myslą, że je kiedyś wykorzysta i ma anchoisa, kapary, chilli, puszkę pomidorów czy czarne oliwki jako coś obowiązkowego w zapasie :)

Składniki:

  • 8 filecików anchois
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 łyżeczki pokruszonego chilli
  • 500 g makaronu spaghetti
  • 1 puszka pomidorów
  • 150 g czarnych oliwek bez pestek
  • 2 łyzki kaparów
  • 2-3 łyżki natki pietruszki do podania (ja zapomniałam kupić, więc pominęłam)
  • oliwa lub olej do smażenia
  • sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:

Wstawić wodę na makaron. W tym czasie pokroić na drobno fileciki anchoisa, czosnek, oliwki. Na patelni rozgrzać olej/oliwę, wrzucić rybki i podsmażąc przez około 3 minuty, aż sie rozpadną. Dodać czosnek i chilli i razem podsmażać kolejną minutę.

Do gotującej się wody wrzucic makaron i gotować zgodnie z zaleceniami na opakowaniu.

Do sosu dodać pomidory, oliwki, kapary. Razem gotować na małym ogniu przez 10 minut, aż sos zgęstnieje. Przyprawić do smaku.

W tym czasie odcedzić makaron, zostawiając na wszelki wypadek pół szklanki wody z gotowania. Po 10 minutach makaron dodać do sosu, wymieszac - jesli sos będzie za gesty, należy go rozcieńczyć woda z gotowania makaronu (ja nie musiałam).

Posypać natką pietruszki i podawać. Najlepiej, idąc za rada Nigelly, z papierosem przyklejonym do karminowanych ust - ja z tej rady nie skorzystałam :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl