Blog > Komentarze do wpisu
Wizyta na północy, czyli co jedzą Szwedzi, cz. II

Ciąg dalszy fotorelacji - lunch w Karlskronie, a podano obiad w iście królewskim stylu - kotlet Wallenberga - mielona cielęcina z dodatkami, na ziemniaczanym puree z dodatkiem borówki. Pycha. I jak podane!

Zdjęcie uchwycone w przelocie - te babeczki wyglądały tak apetycznie, że aż prosiły się o zdjęcie. 

Wróbelki :) (czy mi się wydaje, ale ostatnio coraz mniej wróbelków widać na polskich ulicach?)

Nalewki w szwedzkim stylu - cynamonowa, anyżkowa i kminkowa. Poza pierwszą - słodziutką, pozostałe nie dla mnie. Do tego do zagryzienia ciemny chlebek, oliwki, ser żółty i solona cytryna.

Przed jednym z muzeów na rynku w Karlskronie.

I na sam koniec - wizyta w gospodarstwie hodującym łosie i przerabiającym je na różne potrawy. Gospodarze zarzekali się, że oglądane przez nas zwierzęta nie trafia nigdy pod nóż. Mięso wyrabiane jest z upolowanych, dziko żyjących łosi, w określonym przez państwo czasie i limicie.

No i próbka smaku - kiełbasa z łosia, kotbullar - kulka mięsna i feta z mleka łosia, zwana fetą północy. Muszę przyznać, że dziwnie się to jadło patrząc na biegające za płotem łosie, ale było ogólnie smacznie. Inne niż znane nam mięso.



Na koniec jeszcze zakupy - 20 minut. To było dosyć trudne zadanie, bo etykiety praktycznie są tylko po szwedzku. Kupiliśmy cydr jabłkowy i gruszkowy - ciekawostka, sok z czarnej porzeczki, dżemy jeżynowy, pomarańczowy i truskawkowy z rabarbarem. Do tego pastę krewetkową, ciasteczka imbirowe i kuleczki kakaowe. Na półkach nie znalazłam dżemu z maliny moroszki i soku z czarnego bzu - ponoć chętnie kupowanych przez Szwedów i uważanych za rarytasy. Następnym razem napisze sobie na kartce jak co się nazywa po szwedzku. Bez tego - kolejne zakupy w ciemno :)

 

poniedziałek, 19 września 2011, karolah19
Tagi: Szwecja

Polecane wpisy

Komentarze
pinkcake
2011/09/19 17:06:01
Super! Łosiego sera nie jadłam, ale dżem z moroszki i syrop z bzu to rzeczywiście wcinają:)
A jak widzę i moda na jadalne kwiatki do Szwecji dotarła... :D
-
Gość: Lina w Śmietanie, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/09/19 17:21:02
Pasta krewetkowa, którą pokazujesz na zdjęciu to nie pasta a serek, krewetkowy a owszem, ale ost to serek :) Najbardziej klasyczną pastą jaką można dostać w Szwecji jest kawiorowa Abby: Kalles (z takim blondaskiem na tubce). Choć ja osobiście przepadam również za tymi serkami Kräftost jest pycha (z raków).
A jeśli chodzi o dżemik z maliny moroszki to możesz go spokojnie kupić w Ikei, podobnie jak z czarnego bzu - ten drugi jadłam tylko Ikeowy ale moroszkę i Ikeową i skandynawską oryginalną i kupny smakował identycznie. Za to dżem z moroszki robiony w domu mmmrrrr nic nie może się z nim równać, bardzo żałuję, że nie wypadało ograbić gospodarzy z paru słoiczków ;) A jak będziesz w Szwecji następnym razem to polecam spróbować filmjölk, to coś pomiędzy naszymi przetworami mlecznymi, gdzieś między kefirem, maślanką i jogurtem. Mnie najbardziej smakował ze Sknemejerna (mleczarni skańskiej), ale widziałam go tyko w Skanii. Ahh dawno nie byłam w Szwecji, wybrałabym się bo mi tęskno za nią trochę.
-
Gość: karolah, *.wejherowo.vectranet.pl
2011/09/20 08:51:01
Dziękuje za komentarze. Jak napisałam - szwedzki to dla mnie czarna magia, stąd pomyłka - w takich tubkach sprzedają u nas na ogół pasty, nie serki :) I przy następnej okazji kupię, to czego nie znalazłam, w Ikei - dziękuję za informację. A do Szwecji wybiorę się znowu, choćby na ten produkt mleczarski.
Feta wydała mi się bardziej wyrazista i bardziej słona, od tej greckiej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl