Blog > Komentarze do wpisu
Malinowy mus z mascarpone i o Openerze słów kilka.

Chciałam od razu pisać o moim "dziele", ale nie mogę. Te kilka dni w roku, zresztą już trzeci raz (dopiero?), to dni w których myślę tylko o jednym - o skończonym właśnie festiwalu Opener. W tym roku wybrałam się tylko na jeden dzień, bo tak naprawdę tylko tego dnia występowały gwiazdy, które chciałam koniecznie zobaczyć - The National oraz Coldplay. Oba zespoły dały wspaniałe, ekscytujące i porywające koncerty. No dobra - do The National "porywanie" nie pasuje - kto widział, ten wie ;) ale w końcu to "najsmutniejszy zespół świata". No i wciąż nie mogę się otrząsnąć z tego, jak wygląda wokalista tego zespołu - ten głos nie pasuje do kogoś, kto przypomina mi księgowego - to było, na marginesie, jedno z zaskoczeń tego wieczoru.

Kolejnym był koncert Colplay - spodziewałam się szaleństwa, ale to co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia o tym koncercie. Zespół dał niesamowity koncert, pełen energii. Półtorej godziny zleciały jak z bicza trzasnął. I tylko mi było mi szkoda, że to nie może trwać i trwać. Zawsze lubiłam ten zespół (patrz - nazwa bloga), ale nie należał do mojej ekstraligi - posłużę się nomenklaturą piłkarską. Czas najwyższy na awans. I czekam na kolejne koncerty, najlepiej samodzielne, bez festiwalowych ograniczeń czasowych. 

Jak na takiej imprezie bywa, nie zabrakło odkrycia całkiem nowego. Po zakończeniu koncertów dwóch wyżej wymienionych pewniaków, nie chcieliśmy jeszcze wracać (noc była młoda) i zabłądziliśmy pod World Stage, gdzie miał występować zespół o którym wcześniej nie słyszeliśmy - Fat Freddy's Drop. Założenie było następujące - przesiedzimy tu pół godziny, a potem pójdziemy na Caribou. Nie dotarliśmy na występ tego ostatniego - koncert Fat-ów tak nas wciągnął, że zostaliśmy do końca - dwie, bite godziny! Jeśli ktoś miałby szanse ich zobaczyć - polecam - trzeba iść, choćby w ciemno! WARTO!

Reszta festiwalu to dla nas tylko opisy koncertów w internecie, informacje w radiu i telewizji, koncerty na żywo ze sceny głównej w Trójce - ale to nie to samo. Jeżeli w kolejnym roku będę mogła iść, to pójdę znów na całość. By nie żałować.

No dobra, teraz o deserze. Właściwie to nic specjalnego. Proste połączenie prostych składników. Odświeżające, smaczne, delikatne. Jak to zwykle bywa, gdy składnikami sa maliny i mascarpone.

Składniki:

  • pojemniczek malin
  • 250 g mascarpone
  • kilka łyżek cukru pudru

Przygotowanie:

Mascarpone utrzeć z cukrem pudrem. Maliny zmiksować lub przetrzeć na jednolitą masę z cukrem pudrem - odłożyć kilka do dekoracji. Trzeba próbować, czy smak jest odpowiedni - nie może być za słodkie - w końcu i w serku jest cukier. Do naczyń rozłożyć maliny, na wierzch wyłożyć serek. Udekorować malinami. I gotowe.

Można też utrzeć wszystkie składniki razem - mój mąż, jak mu podałam deser podzielony na dwie części, od razu wszystko wymieszał. I tylko na wyglądzie stracił ;)

 

Co prawda, nie z koncertu (nie zaśpiewali Strawberry Swing ;( ), ale warto obejrzeć dla sposobu realizacji teledysku. 

No i The National :)

 

wtorek, 05 lipca 2011, karolah19

Polecane wpisy

Komentarze
wegeblog
2011/07/05 13:30:07
Fajny deser :)
-
Gość: DH, *.ip.netia.com.pl
2011/07/05 13:53:01
Na prawdę smaczny deserek - a koncerty bardzo udane. Oprócz wokalisty National wrażenie robi koleś z sekcji dętej Fat Fredie's.
-
ugotujmy
2011/07/05 18:04:07
ten festiwal ciągle jest gdzieś obok mnie, ciągle traktuję go z dystansem. boję się, że nie potrafiłabym odnaleźc się w takim chaosie ;-)
a słodkości.. pyszne!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... PustaMiska - akcja charytatywna

Durszlak.pl